// Księga Gości // Poznaj nas // Zalinkuj //


czwartek, 27 października 2011 17:35:39
// Reactivation //

Odkryłam, że znowu są książki, które powinny się tu pojawić. Nie wiem, czy reszta redakcji jeszcze żyje (Traq, twój blog sobie zniknął, razem z linkami i archiwum i to jest smutne - nawet jeżeli pewnie z jakiegoś powodu sensowne) ale mam nadzieję, że się chociaż czasem odezwiecie. Wszelkie występy gościnne mile widziane :)

komentarze [0]

sobota, 25 października 2008 20:53:35
// Muminki. //

Tak... Na początek wypadałoby się przedstawić - co prawda parę razy miałam już przyjemność tu występować, ale po raz pierwszy w pełni samodzielnie - więc jakoś tak uroczyście się zrobiło. Na imię mi Lilith, uwielbiam czytać wszystko (z rozpędu łykam nawet gazetki z Tesco, jak już nie mam nic innego) i zazwyczaj wszystko mi się podoba, więc akurat nadaję się na recenzentkę X). W zasadzie tyle chyba wystarczy - bo przecież wszystkie się tu znamy^_^. A co dziś przedstawię? Otóż coś, dla odmiany, z literatury stuprocentowo dziecięcej - "Muminki". Ponoć w każdym z nas jest coś z dziecka...



Przygody sympatycznego stworka, zwanego Muminkiem, a także jego Mamy i Tatusia, oraz zwierzaczka Ryjka są zapewne znane większości ludzi - miały okazję trafić nawet na ekrany telewizji, gdzie, obok Pszczółki Mai, stały się najbardziej znanymi (i tolerowanymi przez rodziców) przedstawicielami japońskiej animacji w Polsce.
Jednak bajka, choć także posiada specyficzny klimat, różni się znacznie od szwedzkiego oryginału.
Muminek został stworzony przez panią Tove Jansson, jako bohater satyrycznych scenek o politykach. Pierwsza książka, "Małe Trolle i duża powódź" pisana była w czasie drugiej wojny światowej i, jak pisała sama autorka, miała to być historia niezbyt mądra, natomiast wzruszająca i kończąca się szczęśliwie, opowiadająca nie o wielkich dramatach, lecz o małym stworzonku, które razem ze swoją mamusią poszukuje tatusia, by znaleźć ostatecznie zrówno jego, jak i wybudowany przez niego dom.
Co takiego wyróżnia tę serię spośród innych książek dla dzieci? Otóż jest to klimat - tajemniczość i coś groźnego wiszącego w powietrzu, coś, co bardzo silnie oddziałowuje na wyobraźnię dziecka i robi wrażenie nawet na mnie, chociaż ponoć już jestem dorosła. Może sprawia to stworzony przez panią Jansson świat - pełen małych, często kryjących się przed innymi, przebiegających w cieniu kaflowego pieca stworzonek, znanych zapewne każdemu małemu Skandynawowi. Duży wpływ mają też ilustracje, własnoręcznie wykonywane przez autorkę, czarnobiałe i tajemnicze.
Trudno powiedzieć, że jest to pozycja, którą każdy powinien przeczytać, ale jeżeli macie młodsze rodzeństwo, lub jesteście sami w domu i chcielibyście poczuć dreszczyk nieuzasadnionego niepokoju - zapraszam.

komentarze [3]

niedziela, 17 sierpnia 2008 12:53:39
// Ocena "Kota, który pchnął śledztwo na właściwe tory" //

Książka o wielce intrygującym tytule „Kot, który pchnął śledztwo na właściwe tory” jest siedemnastym tomem serii kryminałów autorstwa Lilian Jackson Braun. Napis na okładce głosi „Największy hit od czasu Agaty Christie”. Ja bym tego tak nie określiła, ale to w końcu nie ja usiłuję te książki sprzedać.
Czyta się przyjemnie, nie powiem, ale kryminałem mi to nie pachnie. Moim skromnym zdaniem o wiele większą zaletą tej książki jest opis życia małego miasteczka Pickax i jego okolic. Wszyscy bohaterowie pojawiający się na kolejnych stronach są nadzwyczaj prawdziwi i mają swoje charakterystyczne cechy. Całość kojarzy mi się trochę z „Przystankiem Alaska”, ale to tak na marginesie. Natomiast wątek kryminalny rozwija się wolniutko i tak naprawdę dla mnie był zupełnie zbędny. Zwłaszcza, że niektóre wnioski wyciągnięte przez głównego bohatera (felietonistę w „Moose County coś tam” i detektywa-amatora) są trochę naciągane, a już nadzwyczajne zdolności jego kota zupełnie mnie nie przekonują. Realizm przy przedstawianiu życia mieszkańców Pickax i te podchodzące pod fantastykę wstawki o kocie nie trzymają się po prostu kupy.
Miałam też wrażenie, że niektóre wydarzenia zostały specjalnie wyeksponowane, by zwrócić moją uwagę, ale potem nie było już o nich wzmianki i dziesięciominutowa przerwa w dostawie prądu pozostała niewyjaśniona. Nie przypuszczam, żeby autorka o tym zapomniała, ale jest to możliwe. Druga opcja jest taka, że jestem specjalnie robiona w konia, a to też mi się nie podoba.
Książkę czyta się mimo to bardzo lekko i przyjemnie; pozostaje tylko niedosyt w związku z kryminalnym aspektem tej historii. W tej kwestii Agatha Christie wygrywa bezdyskusyjnie. Ale lubiący trafne spostrzeżenia na temat życia w małych społecznościach, gdzie się wszyscy znają, oraz wyraziste postacie powinni być zadowoleni. Miłośnikom kotów też się pewnie spodoba. Toteż CAŁKIEM, CAŁKIEM.

Traq

komentarze [2]

czwartek, 24 lipica 2008 19:35:12
// Ocena "Kalamburki" //

Po raz kolejny Lilith kosi Pastwisko, ratując je tym od śmierci przez zarośnięcie. Proponuję dodać ją do stałych współpracowników. Traq


Małgorzata Musierowicz, Kalamburka

"Jeżycjada", cykl książek Małgorzaty Musierowicz, opisuje losy mieszkańców poznańskiej dzielnicy, Jeżyc, skąd bierze się jego nazwa. Liczy sobie siedemnaście niezbyt grubych tomów i każdy z nich świetnie działa na poprawienie nastroju, pełne są bowiem ciepła i zwykłej, codziennej miłości. O ile zazwyczaj nie przepadam za literaturą opowiadającą o uczuciach nastolatek w moim wieku (i co gorsza w moich czasach), o tyle te książki bardzo mi przypadły do gustu. Niektórzy sugerują, że jest to idealizowanie świata i oszukiwanie czytelnika, ale w takim razie lubię dawać się oszukiwać. Zresztą, dawanie dobrych wzorców też jest chyba ważne, prawda? Bo inaczej skończymy jak niemieckie teatry młodzieżowe - w każdym przedstawieniu butelka i cierpiący na alkoholizm nastolatek. (Fakt stwierdzony osobiście. I skąd oni mają brać dobry przykład?) autorka ma genialne poczucie humoru i przy okazji tych zwykłych historii w ciekawy i zabawny sposób komentuje aktualną rzeczywistość. Robi się z tego mała kronika, bo początki serii to głęboki komunizm, a ostatnie tomy już Unia Europejska. Jednak nie o całym cyklu pragnę pisać, a o pewnej jego części, zdecydowanie wyróżniającej się z ogółu. O ile większość książek czytały najpierw moje dwie ciocie, a teraz ja, o tyle ta książka wciągnęła także męską część rodziny, w postaci dziadka i taty.

"Kalamburka", bo o niej mówię, w pierwszej chwili wprowadzić może w zamęt tych, którzy mają w zwyczaju zaczynać książki od tyłu. Trafią bowiem na... rok tysiąc dziewięćset trzydziesty piąty, czyli znacznie wcześniejszy, niż akcja poprzedniej powieści. I to jest właśnie ta niezwykłość, bo początek książki to z kolei znamienny i jakże symboliczny rok dwutysięczny - koniec tysiąclecia. Pomiędzy tymi dwiema datami jest szereg rozdziałów, a każdy cofa się o jakiś odstęp czasu (bywa, że jest to rok, ale zdarza się, że znacznie więcej). Tak więc na początku mamy bohaterkę tej książki, znaną także z poprzednich tomów Milę Borejko i jej męża, Ignacego, oboje w niemłodym już wieku. Ich córki (o czym mieliśmy okazję czytać wcześniej) mają już mężów, a wnuczęta (o czym albo czytaliśmy, albo dopiero czytać będziemy) dorastają i same zaczynają osiągać wiek stosowny do zawierania związków małżeńskich. Przewracając kolejne kartki, dowiadujemy się o ich przeszłości, a także na niektóre wydarzenia z poprzednich tomów mamy okazję spojrzeć z innej perspektywy (choć to zdarza się rzadko, autorka nie musi się powtarzać). Poznajemy historię związku Mili i Ignacego niejako od tyłu, więc znając przyszłość dowiadujemy się, jak do niej doszło, na odwrót niż zazwyczaj. Na początku poznajemy uczucie łączące starych ludzi i to jest kolejna wyjątkowa rzecz. Pani Musierowicz udało się pięknie pokazać ich miłość, a przy tym cofając się w czasie widzimy, jak się zmieniała. Nie ma się wrażenia, że ktoś na siłę robi ze starych ludzi parę kochanków, odmładza ich. Jako młodzi ludzie zachowywali się inaczej i choć niby ta młodość wciąż jeszcze gdzieś tam w nich jest, to jednak nałożyły się na nią lata doświadczeń. Z płomienia uczyniły spokojne domowe ognisko. W miarę czytania przenosimy się do coraz odleglejszych dla nas czasów, ale Autorka świetnie sobie poradziła z kreowaniem tych "światów". Oddaje klimat czasów, o których pisze, czy to mowa o początkach kapitalizmu, czy komunizmu. Czytając ostatni rozdział wiemy, że to zupełnie odmienny świat od tego, w którym żyjemy. Co ważne, skoro miejsce akcji zazwyczaj pozostaje to samo - Poznań - to i ludzie są tam ci sami i poznajemy także ich losy. Nie pojawiają się z próżni i nie znikają w niej.

Myślę, że tę książkę można polecić z czystym sumieniem każdemu, jako skróconą lekcję naszej historii najnowszej. Czytanie o okresie tuż po wojnie w tej książce zrobi chyba większe wrażenie i lepiej odda ducha tamtych czasów, niż wykład w szkole, a być może zachęci do poznawania historii i uświadomi bardziej, że "wszędzie człowiek męczył się i łaknął, że tu i ówdzie ktoś szczęśliwy żył" - że zacytuję Goethego. Moja ocena to NAPRAWDĘ WARTO.


komentarze [11]

wtorek, 22 lipica 2008 16:25:11
// Ech... //

Kolejny wpis, co by uratować nasze Pastwisko zacne od śmierci przez powieszenie.
Niestety, nic dla Was, drodzy Czytelnicy w liczbie 2 i 3/4 (tak na oko), nie mam, aczkolwiek zaczęłam właśnie "Zbrodnię i karę", więc może napiszę kiedyś jakieś wywody o zdrowiu psychicznym Raskolnikowa ;]

Pozdrawiam wakacyjnie,
Traq.

komentarze [2]

środa, 7 maja 2008 19:44:58
// Ocena "Piotrusia Pana" //

Traq ocenia "Piotrusia Pana" J. M. Barriego.

Do tej pory Piotrusia Pana znałam tylko z bajki Disneya. Z dziecięcych lat pamiętałam wesołego chłopaczka w zielonym ubranku, śmiesznego kapitana Haka z czarnymi lokami, tykającego krokodyla i uroczą Nibylandię. Po obejrzeniu filmu „Marzyciel”, który opowiadał o życiu autora tej książki, postanowiłam jednak zapoznać się z oryginalną opowieścią.

Nie żałuję. Bez tego nie poznałabym Nibylandii, która nie jest wcale urokliwą wysepką zawieszoną wśród różowych chmurek. Nie poznałabym też prawdziwego kapitana Haka, a okazał się on fascynującym czarnym charakterem. Nie zgłębiłabym charakteru Wendy i ciekawych relacji między nią a Zagubionymi Chłopcami. I nadal uważałabym Dzwoneczek za sympatyczną wróżkę.

Dodając do tego styl Barriego, jego komentarze i zwroty do czytelnika, mogę określić tę książkę jedynie tak: cud, miód i orzeszki. Rzeczy niezwykłe są tu na porządku dziennym, ale opisy sprawiają, że po pewnym czasie jesteśmy przekonani, że latanie jest całkowicie normalne, nie wspominając już o mieszkaniu i jeżdżeniu po mieście w psiej budzie.

Jednym słowem, książka jest magiczna. Taka, do której się wraca. Ale zanim się wróci, trzeba ją najpierw przeczytać po raz pierwszy i do tego wszystkich serdecznie namawiam. Dajcie się porwać do Nibylandii, bo naprawdę warto.


komentarze [2]

piątek, 7 marca 2008 15:09:25
// Recenzja "Diuny" //

Za pomoc w koszeniu Pastwiska dziękujemy i ołtarzyk stawiamy: Lilith.

Frank Herbert, "Diuna"

Diuna to pierwszy tom siedmiotomowej serii o pustynnej planecie, Arrakis, zamieszkiwanej przez potężne Czerwie, dające melanż, niezwykle cenną przyprawę i przez wojowniczych Fremenów, lud, który nauczył się, jak można przetrwać na pustyni, a dla znajdującej się w ludzkim ciele wody gotów jest zabić. Tę to niegościnną planetę otrzymuje we władanie książę Leto Atryda. Przeprowadza się tam z rodzinnego Kaladanu, wraz z kochanką, Lady Jessiką i ich wspólnym synem, Paulem. Jednak sytuacja jest niejasna, wkoło szerzą się intrygi, a sieć spisków oplata coraz bardziej i ściąga ku zagładzie Leto, wraz z jego rodziną i towarzyszącymi mu ludźmi. W sprawę zamieszani są odwieczni wrogowie Atrydów, ród Harkonenów, a także sam Imperator Znanego Wszechświata. Dodatkowo wokół młodego Paula i jego matki kręcą się przebiegłe Bene Gesserit, siostry z zakonu, do którego należała kiedyś Jessika. Niepokoją je dziwne zdolności chłopca...


O Diunie mówi się różne rzeczy. Niewątpliwie jest to klasyka gatunku science-fiction i na pierwszy rzut oka przypomina Gwiezdne Wojny - mamy Imperium, mieszankę starożytnych obyczajów (na przykład miecze, choć tutaj nie świetlne) i najnowocześniejszej techniki, podróże przez nadprzestrzeń i wojny. Jednak kiedy się przyjrzymy dokładniej, zobaczymy, że tutaj to wszystko jest zaledwie jednym z elementów, bynajmniej nie najważniejszym. Są tacy, którzy twierdzą, że "Diuna" jest o ekologii, inni mówią, że o polityce. Mi przypomina ubarwioną nieco rozprawę filozoficzną o psychice człowieka, o tym, co sprawia, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, o tym, dlaczego wciąż są wojny, choć przecież teoretycznie wszyscy chcą żyć w pokoju.


Czyta się Diunę dosyć ciężko, zwłaszcza początkowo może nudzić duże podobieństwo do dzieła naukowego. W moim przypadku tak było z każdym tomem - najpierw zaczynałam, potem gdzieś mi się zawieruszał na kilka tygodni, potem znów czytałam kawałek, a potem w pewnym momencie coś wskakiwało na swoje miejsce i dalej czytałam z zapartym tchem, nie mogąc się oderwać aż do ostatniej kartki. Potem biegłam do biblioteki po następną część... i wszystko się zaczynało od nowa. Dodać należy, że w zasadzie każdy kolejny tom Diuny jest lepszy od poprzedniego; ostatni trzymał już w napięciu cały czas. Herbert nie ma problemów z opisywaniem akcji, wprost przeciwnie, wydarzenia potrafią toczyć się dynamicznie i zaskakiwać nagłymi zwrotami, jednak tę przyjemność zostawia nam na sam koniec, kiedy już przemyślimy wszystkie te ważne sprawy, o których chciał nam powiedzieć. Świat Diuny opisany jest bardzo dokładnie, a na końcu każdej książki znajdują się wyjaśnienia co poniektórych zwrotów. Przydaje się to zwłaszcza, jeżeli ktoś nie zaczyna od początku, a można tak zrobić - w zasadzie każdy tom jest osobną historią, czasem oddzieloną od poprzedniej kilkoma latami, a czasem kilkunastoma wiekami. Poszczególne tomy mają swoich własnych głównych bohaterów, ale łączy je wszystkie postać Duncana Idaho, mistrza szermierki i oddanego przyjaciela rodu Atrydów. Dzięki temu cała seria zachowała spójność pomimo tak znacznych różnic w czasie, a czytelnik nie czuje się nagle osamotniony w świecie, w którym bohater poprzedniej części jest już postacią bez mała archaiczną. W jaki sposób może tego dokonać jeden człowiek, nie zdradzę, bo popsułabym przyjemność czytania. Myślę, że spokojnie można zaliczyć tę serię do działu "NAPRAWDĘ WARTO".


komentarze [7]

niedziela, 2 marca 2008 13:23:25
// Znowu porzucony... //

Ech...

komentarze [4]

poniedziałek, 17 grudnia 2007 17:51:49
// Ocena "Czarnego Anioła" //

Tytuł: "Czarny Anioł"
Autor: Mika Waltari
Ocenia: Traq

Kolejna historyczna książka w dorobku Traq. Tym razem o upadku Konstantynopola w 1453 roku. Składa się z zapisków niejakiego Johannesa Angelosa, który przebywa w zagrożonym przez Turków mieście, i opisuje kolejne etapy oblężenia, polityczne intrygi oraz reakcje zwykłych ludzi na taką sytuację. Dodatkowo główny bohater i narrator opowieści zakochuje się w bardzo nieodpowiedniej kobiecie, co ma swoje konsekwencje, a kończy się w sposób trochę niespodziewany, lecz wzruszający. Cała książka ma również zaskakujące zakończenie, które wytrąca nieco z równowagi, ponieważ ja osobiście nie wpadłam wcześniej na to, kim naprawdę był Angelos.
Moim zdaniem Mika Waltari wspaniale stylizuje swoją opowieść, przez co rzeczywiście można odczuć jej klimat. Bohater jest naocznym świadkiem dramatycznych wydarzeń, nie opisuje ich jednak w sposób podręcznikowy, lecz oddając wiele emocji. Ciekawie przedstawione są też relacje międzyludzkie i okazuje się, że nie wszystko jest tak oczywiste, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Pojawiają się również bardzo różne typy ludzi, co urozmaica opowieść.
Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wielbiciele powieści historycznych, przemyśleń i opisów przeżyć wewnętrznych bohatera oraz tajemnicy i niezwykłych rozwiązań powinni być zadowoleni. Dlatego "Czarnego Anioła" wita w swych skromnych progach "Naprawdę warto".


komentarze [1]

piątek, 7 grudnia 2007 22:12:32
// Próba reaktywacji //

Dawno tu Traq nie było... Ale może spróbujemy tu jakąś reaktywację zrobić, dziewczęta do roboty zagonić (co jest akurat mało prawdopodobne).

Jeśli ktoś tu w ogóle bywa, cierpliwości :P

komentarze [4]

piątek, 6 kwietnia 2007 10:48:02
// ,,Życie Pi" //

Tytuł: ŻYCIE PI
Autor: YANN MARTEL
Ocenia: Nassil



Otóż śmieszna sprawa, bo to kolejna książka, która wpadła mi w ręce przez czysty przypadek. Jednak z doświadczenia wiem, że takie są najlepsze. =)
Piscine Molitor Patel to osoba o której można powiedzieć naprawdę wiele: ciekawy świata, bystry, odważny, prostolinijny, a zarazem o duszy poszukiwacza-naukowca. Szuka sensu życia i znajduje go właściwie na każdym kroku. Ma otwarte serce na świat i ludzi, dlatego nawiązuje niezwykle znajomości. Ponadto z obserwacji swojego otoczenia formułuje niesamowite i jakże prawdziwie wnioski i przemyślenia. Do całości jego obrazu należy dodać historie, która spotkała go, gdy miał na zawsze opuścić swój rodzinny kraj. To zdarzenie zmieniło małego Pi najbardziej...
Opowieść zaczyna się w Indiach w Puttuczczeri, gdzie chłopak się wychowuje. Rodzice prowadzą własne ZOO, a Piscine wraz ze starszym bratem Ravim poznaje uroki i przykrości prawdziwego życia. Nasz bohater oprócz zafascynowania zwierzętami będzie także chłonny na sprawy wiary czy to chrześcijańskiej, hinduskiej czy muzułmańskiej (co doprowadzi do zabawnego epizodu). Jednak wraz ze zmianą rządu i czasów Indie przestają być takie jak dawniej, więc rodzina Patel pragnie się przenieść do Kanady...
Taki wstęp powinien wystarczyć. Poza tym to, co potem się będzie działo, naprawdę trudno by było choć odrobinę przybliżyć. :P
,,Życie Pi” to książka inna niż wszystkie. Ma w sobie pasję i coś co sprawia, że pragnie się dalej przewracać kartki. Losy Piscine są jak wielka pajęczyna, z jednej strony chaotycznie i nierealne, a z drugiej harmonijne, poukładane w spójny wzór przeznaczenia. Opisy zwierząt, świata, ludzi i głębokie myśli są fascynujące i skłaniają do refleksji. W dodatku całość jest przedstawiona głównie oczami bohatera, częściowo w retrospekcji, a momentami przez inną postać. Czyta się szybko, a zarazem leniwie i spokojnie.
Dodam jeszcze opis własny od samych Wydawców:
,,Ta książka zachwyciła nas i uświadomiła, że dobra, ba!, nawet najlepsza notka i tak nie odda całej jej niezwykłości.
Chłopiec. Tygrys. Bezkresne wody Oceanu Spokojnego.
Polecamy. Bardzo polecamy”.
Ja również polecam! I zdecydowanie dodaje do działu ,,Naprawdę warto” =)

komentarze [3]

piątek, 2 lutego 2007 19:25:37
// ,,Drugie studium kobiety" //

Tytuł: DRUGIE STUDIUM KOBIETY
Autor: HONORE DE BALZAC
Ocenia: Nassil


Właściwie trafiłam na to opowiadanie przypadkiem i muszę przyznać, że jest to coś bardziej ambitnego, ale zarazem pełnego ciekawych spostrzeżeń, refleksji oraz szokujących wyznań. Zanim jednak zacznę opisywać fabułę przybliżę postać samego autora. Otóż Balzac był wielkim francuskim powieściopisarzem, który niezwykle precyzyjnie opisywał swój ojczysty kraj od strony obyczajów, zachowań obywateli, zarówno tych pomniejszych, jak i tych przy władzy. Skupiał się na mentalności Francuzów w poszczególnych okresach dziejowych, dogłębnie analizując ich przeżycia. Dzięki tym przemyśleniom udało mu się stworzyć wiele opowiadań dotyczących różnych sfer życia.
Tak też wygląda ,,Drugie studium kobiety”. Jest to spojrzenie na płeć piękną z punktu widzenia paru arystokratów, którzy spotkali się na przyjęciu u jednej z ówczesnych dam. Rzecz cała dzieje się pod koniec uczty, kiedy to zwykli goście już wyszli. Grupka zaprzyjaźnionych kobiet i mężczyzn zasiada razem i zaczynają ożywioną rozmowę. Marsay, który piastował wtedy funkcje ministra, zaczyna opowiadać swoją młodzieńczą przygodę miłosną, dzięki której, jak mówi, stał się tym, kim jest obecnie. Ciągnie swoją historię, mówiąc na przemian z żalem, złością, radością... Jest w nim wiele emocji, ale także mnóstwo ironii w stosunku do kobiet. Oczywiście zgromadzone towarzystwo odpowiednio reaguje na jego słowa, wstawiając trafne komentarze. Dalej w fabule spotkamy jeszcze dwa opowiadania innych bohaterów. Każde równie wciągające i intrygujące (jedno ze zbrodnią w tle =) ).
Trudno jest opisać treść tego dzieła. Najlepiej samemu je przeczytać i ocenić, tym bardziej, że jest dosyć krótkie. Balzac ma specyficzny sposób pisania, ponieważ stosuje rozwlekłe opisy obyczajów społecznych, uczuć ludzkich oraz pojawia się u niego cała gama metafor, które wspaniale obrazują bohaterów, nadając im realizm i głębię.
,,Drugie studium kobiety” to coś dla Czytelnika lubiącego ciekawie sformułowane myśli, historyczne fakty od strony zwykłych bądź mniej zwyczajnych obywateli oraz nie przeszkadza mu ,,dawniejszy” język i wątki miłosne.
Zapraszam do lektury tego i innych utworów Balzaca, bo naprawdę warto ;)
Wrzucam do ,,całkiem, całkiem” :D

komentarze [14]

środa, 31 stycznia 2007 17:30:55
// Recenzja 'Oskar i Pani Róża' //

Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Ocenia: Maryś

O książce: O dziesięcioletnim chłopcu (nie zabijać mnie...), imieniem Oskar, który jest chory na raka. Akcja tegoż krótkiego opowiadania rozgrywa się w szpitalu, gdzie chłopiec przebywa cały swój czas i gdzie poznaje Panią Różę (nazywaną przez niego ciocią Różą), która staje się jego opiekunką i najważniejszą osobą w jego krótkim życiu. Właśnie za jej namową Oskar zaczyna pisać listy do Boga, które są zarazem treścią książki. Ciocia Róża proponuje mu również, by każdy dzień był dla niego jak dziesięć lat, więc dwanaście ostatnich dni z życia Oskara zamienia się w 120 lat.

Ocena: Książka przejmująca, jednak dodaje człowiekowi otuchy. Napisana potocznym językiem, więc bardzo dobrze się ją czyta. Skłania również do refleksji i chwilowego zastanowienia się nad własnym życiem. I to chyba tyle, bo każdy może 'wynieść' z tej książki co innego. Trafia do "Naprawdę warto".

komentarze [9]

piątek, 5 stycznia 2007 18:12:14
// Ocena "Szkoły narzeczonych" //

Autor: Maria Krüger
Tytuł: „Szkoła narzeczonych”
Ocenia: Traq

Historia niemalże antyczna, bo powstawała w czasie II wojny. Ale bynajmniej o wojnie nie opowiada. Marianna jest zupełnie przeciętną 15-latką, która staje przed wyborem: co dalej zrobić ze swoim życiem? Jej kuzynki są tancerkami, lekkoatletkami i Bóg wie czym jeszcze i wywierana jest na nią niemała presja – by też okazała się kimś wybitnym i utalentowanym. A biedna dziewczyna potrafi tylko nieźle gotować. I wtedy natrafia w gazecie na reportaż o „szkole narzeczonych” w niejakim Jagodnem i sama zdumiona swoją stanowczością wyrusza w nieznane. Decyzja okazuje się trafiona, bo nie dość, że kształci się na idealną gospodynię (a co za tym idzie kandydatkę na żonę), to również poznaje nowe koleżanki, w tym nieco dziecinną Nelę i chłopakowatą Małgosię.
Życie bohaterki jest więc podobne w pewnym sensie do życia jej dzisiejszych rówieśniczek, ale również zawiera pewne elementy, które nam wydawać mogą się nieco egzotyczne. Chociażby szkoła z internatem i rodzaj zajęć w niej prowadzonych (nasze technika gastronomiczne to przy niej pestka!). Są tu również bale, wyprawy na jarmarki i inne rozrywki młodych dziewcząt, jak choćby wróżenie.
A przede wszystkim powieść ta tryska humorem i choć momentami może się wydawać nieco naiwna, to uroku jej to nie ujmuje. Co może razić, to fakt, że praktycznie wszystkie bohaterki w końcu się zaręczają. Samo w sobie nie jest to złe, to w końcu tradycja szkoły, ale gdyby tylko ich wybrańcami nie byli wyłącznie krewni i znajomi Królika! Przypomina to trochę niektóre dzisiejsze potterowskie ff, gdzie mamy 4 bohaterki i 4 bohaterów i wszyscy się ładnie parują między sobą. No i w ogóle wątki miłosne mogą niektórych wymagających rozczarować, bo ich w zasadzie nie ma opisanych. Poza tym powieść jest bardzo optymistyczna i całkiem z niej sympatyczna lektura na długie wieczory. Nie jest to żaden majstersztyk, więc nie ma co skupiać się na formie. Lepiej skoncentrować się na treści i zobaczyć życie nastolatki z tamtych lat.
Podsumowując, książka, która zgłębia „tajemnice starego dworu w Jagodnem oraz więzionych w nim stu czterdziestu sześciu dziewic”, jak to określiła jedna z bohaterek, trafia do „Całkiem, całkiem”.


komentarze [9]

poniedziałek, 1 stycznia 2007 12:40:49
// Notka noworoczna //

Nowy Rok - nowy wystrój, bo Traq się nudziło :)

Co do ocen, ja mam postanowienie noworoczne - kosimy nasze zarosłe trawą Pastwisko w tempie natychmiastowym!

Z życzeniami udanego 2007 roku, który w Stolicy zaczął się deszczowo:
Traq

komentarze [4]




***
Szablon: Traq
Grafika: stąd
Tworzą:
Eda // Lilith // Maryś // Nassil // Traq
Imageshack.us // Mylog.pl
Znośnie wygląda jako 1024x768 w Mozilli F.
Nie kopiować!

NAPRAWDĘ WARTO

"Nie Kończąca się Opowieść"
"Płacz, Radosna"
"Przesłuchanie"
"Podróże z Herodotem"
"Mistrz i Małgorzata"
powieści Patricka O'Briana
"Oskar i Pani Róża"
"Czarny Anioł"
"Diuna"
"Piotruś Pan"
"Kalamburka"


CAŁKIEM, CAŁKIEM

"Dziewczyna z pomarańczami"
"Pierścień Pięciu Smoków"
"Mów!"
"Artemis Fowl"
"Szkoła narzeczonych"
"Drugie studium kobiety"
"Kot, który pchnął śledztwo..."
"Muminki"


UJDĄ W TŁOKU

"Syzyfowe prace"
"Mali Darlingowie"
"Eragon" i "Najstarszy"


GDY NIE MA NIC INNEGO...

"Beethoven i Dżinsy"


TRZYMAĆ SIĘ Z DALEKA!

pusto...